Rozmowa

Wywiad z Robertem Klosem

O pisaniu, polskich korzeniach, ojcostwie, edukacji i życiu w stanie Maine.

Robert Klose na tle islandzkiego fiordu i gór

Rozmowa w czterech częściach

Robert Klose opowiada o drodze od pierwszego wiersza i eseju „Róże Majdanka” do książek inspirowanych własnym doświadczeniem. Wraca też do rodzinnych więzi z Polską, adopcyjnego ojcostwa oraz krajobrazu i wspólnoty stanu Maine.

Część 01

Pisanie i polskie korzenie

Jak to się stało, że zacząłeś pisać?

Kiedy skończyłem osiemnaście lat, na początku studiów, miałem nauczycielkę angielskiego, która potrafiła mnie zainspirować. Była pierwszą osobą, która mi powiedziała, że mam talent literacki. Dzięki niej zacząłem pisać z nadzieją odniesienia sukcesu. Minęło wiele lat, zanim stałem się wystarczająco dobry i wydawcy zaczęli mnie wynagradzać. Jej jednak zawdzięczam swoje osiągnięcia literackie, gdyż zachęcała mnie do pisania nawet wtedy, gdy nie miałem już z nią zajęć.

Co było twoją pierwszą publikacją?

Wiersz. W wieku dwudziestu trzech lat opublikowałem wiersz w zbiorze poezji. Jednak pierwszym utworem, za który otrzymałem wynagrodzenie, był esej „Róże Majdanka”, opublikowany w 1986 roku. Była to refleksja z wizyty w obozie koncentracyjnym na Majdanku podczas mojego pierwszego pobytu w Polsce.

W jaki sposób znalazłeś się wtedy w Polsce?

Podczas pobytu na wymianie studenckiej w Niemczech zaprzyjaźniłem się ze studentem z Polski, który zaprosił mnie, abym odwiedził jego, a także jego rodzinę, w Polsce. W kolejnym roku pojechałem tam pociągiem.

Jakie były twoje wrażenia z wizyty w kraju, który znajdował się wówczas za żelazną kurtyną?

Największe wrażenie wywarły na mnie te miejsca, które — jak się wydawało — nie zmieniły się od wielu, wielu lat. Pojechałem na przykład do Lublina — miasta, z którego pochodził mój dziadek. Kiedy zobaczyłem wozy konne, wąskie uliczki i wspaniałe „bary mleczne”, poczułem się, jakbym cofnął się w czasie. Pierwsza myśl, jaka mi przyszła do głowy, brzmiała: „Gdyby się tu dzisiaj pojawił mój dziadek, rozpoznałby to miejsce jako swój dom”.

Wiem, że interesujesz się historią swoich przodków. Urodziłeś się w stanie New Jersey. Czy masz jakieś inne więzi rodzinne z Polską? Czy udało ci się znaleźć jakichś krewnych w naszym kraju?

Mój dziadek ze strony ojca urodził się w Strzeszkowicach i wyemigrował do Stanów Zjednoczonych na początku XX wieku. Zmarł przed moimi narodzinami. Moja babcia ze strony matki pochodziła z regionu tarnopolskiego (obecnie ternopilskiego) w ówczesnej Polsce. Również wyemigrowała do Stanów Zjednoczonych na początku XX wieku i zmarła na krótko przed moimi narodzinami. Kilka lat temu otrzymałem list od krewnych ze strony matki, o których istnieniu wcześniej nie wiedziałem. Mieszkają w Jedliczu. Od tego czasu utrzymuję korespondencję z kuzynką w Polsce, dzięki czemu zdołałem dowiedzieć się więcej o rodzinie ze strony matki.

Jakie tematy poruszasz w swoich książkach i krótkich opowiadaniach? Które są ci najbliższe?

Zacząłem od literatury faktu. Moja pierwsza książka, „Adopting Alyosha”, opowiada o moich przeżyciach związanych z adopcją małego chłopca z Rosji. Później zostały wydane dwie kolejne: „Small Worlds” — zbiór krótkich opowiadań, które wcześniej opublikowałem, głównie w The Christian Science Monitor, i „The Three-Legged Woman” — opowieści o nauczaniu. Wszystkie te książki bazowały na moich osobistych doświadczeniach. Później zająłem się fikcją i opublikowałem trzy powieści. Przyznaję jednak, że choć są one produktami mojej wyobraźni, to inspirowane były moimi doświadczeniami jako nauczyciela akademickiego i biologa. Moja książka „Adopting Alyosha” jest mi szczególnie bliska, ponieważ była moją pierwszą książką i opisuje ważne wydarzenia w moim życiu. Niezwykle istotne wydają mi się też moje powieści, ponieważ pokazują, jak daleko zaszedłem jako pisarz.

Część 02

Ojcostwo i rodzina

Jednym z najbliższych ci tematów jest rodzicielstwo i ojcostwo. W wielu krajach, w tym w Polsce, rodzi się coraz mniej dzieci. Co twoim zdaniem jest tego przyczyną i dlaczego współczesne rodzicielstwo jest tak trudne?

Świat staje się, ogólnie rzecz biorąc, bardziej zamożny, a mając więcej pieniędzy, ludzie wolą wydawać je na siebie, zamiast przeznaczać swoje zasoby na posiadanie większej liczby dzieci. Jeśli chodzi o to, dlaczego rodzicielstwo jest w dzisiejszych czasach tak trudne, to często zwracam uwagę na negatywne oddziaływanie komputerów i smartfonów. Urządzenia te stwarzają trzy główne problemy: (1) konkurują z rodzicami o uwagę, (2) dostarczają rozrywki, która uzależnia i przenosi dzieci do świata oderwanego od rzeczywistości i (3) pozwalają obcym osobom wkroczyć w życie dzieci. Wszystko to utrudnia rodzicom komunikację z dziećmi, ale dzieciom łatwiej jest twierdzić, że rodzice ich „nie rozumieją”.

W jaki sposób rodzice mogą temu przeciwdziałać? Przecież nie poprzez zakazy?

Właściwie to zakazy stają się coraz powszechniejsze w USA. Na przykład coraz więcej szkół nie zezwala na korzystanie z telefonów komórkowych. Przed lekcjami smartfony są zbierane lub też uczniowie odkładają je w bezpieczne miejsca, aby mogli uczestniczyć w zajęciach bez rozpraszania uwagi. Podobnie robią rodzice, stosując oprogramowanie monitorujące, zabierając telefony przed snem itp. Istnieje, jak sądzę, świadomość, że te urządzenia szkodzą zdrowiu uczniów, zarówno psychicznemu, jak i fizycznemu, a jeśli chodzi o zdrowie dzieci, rodzice potrafią postępować bardzo stanowczo.

Jak rodzice mogą zadbać o lepsze relacje i komunikację ze swoimi dziećmi?

To łatwe pytanie i chcę na nie odpowiedzieć, opisując pewną sytuację, którą niedawno zaobserwowałem. Siedziałem w restauracji ze swoim synem i miło rozmawialiśmy. Po drugiej stronie siedziała para po trzydziestce, obydwoje po przeciwnych stronach stołu. Ich mała córeczka, miała może siedem lat, siedziała obok matki, przy oknie. Rodzice byli pochłonięci swoimi smartfonami i chichotali, podczas gdy mała dziewczynka oparła głowę o okno, wpatrując się w ciemność i deszcz. Miałem ochotę podejść do rodziców i powiedzieć: „Spójrzcie na swoje dziecko. Porozmawiajcie z nim. Dotknijcie go, przytulcie. Siedzicie wszyscy razem w jednym miejscu. Wykorzystajcie to najlepiej, jak tylko potraficie”.

Myślę, że to stanowi odpowiedź na twoje pytanie.

Na co jeszcze rodzice powinni zwrócić szczególną uwagę w wychowaniu dzieci?

Kilka lat temu w Stanach Zjednoczonych kładziono nacisk na „jakość czasu”, czyli na pogląd, że nie ma znaczenia, jak mało czasu rodzice spędzają ze swoimi dziećmi, pod warunkiem, że jest to czas „wysokiej jakości”. Uważam, że było to działanie mające na celu sprawienie, żeby rodzice zaniedbujący swe dzieci czuli się lepiej. Ja wolę wierzyć w ilość czasu: dobre, długie okresy zaangażowania, w których po prostu byłem obecny przy swoich chłopcach. Pamiętam, jak mój starszy syn Alosza miał około dziesięciu lat, był na górze w swoim pokoju, a ja na dole w kuchni. Co jakiś czas wołał: „Tato?”, a ja mówiłem: „Jestem tutaj”, na co on odpowiadał: „Okej”. Chciał po prostu wiedzieć, że jestem. To właśnie mam na myśli, mówiąc o ilości czasu.

Jakie cechy twoim zdaniem powinny charakteryzować dobrego ojca?

Przede wszystkim chęć poświęcania swoim dzieciom czasu. Można w to wierzyć lub nie, ale są rodzice, którzy spędzają z nimi bardzo mało czasu. W ciągu dnia dzieci są w szkole. Po szkole rodzice zatrudniają dla nich opiekunki. Zapisują je na niezliczone zajęcia, od sportu po lekcje muzyki. Latem wysyłają je na obóz letni. Żadna z tych rzeczy nie zastąpi ojca przytulającego się na kanapie do swojego dziecka i czytającego mu książkę. Nawet przytulanie się bez książki jest wartościowe. Poza kwestią czasu, myślę, że ważne jest, aby dziecko widziało, jak ojciec traktuje kobiety. Jeśli jest dla nich miły i je szanuje, dzieci w przyszłości tak właśnie będą je, a także innych, traktować.

Do czego powinniśmy przykładać szczególną wagę w edukacji naszych dzieci? Co twoim zdaniem jest wyjątkowego w amerykańskim systemie szkolnictwa i co odróżnia go od systemu w Polsce, gdzie moim zdaniem główny nacisk kładzie się na umiejętności twarde?

Chwałą amerykańskiego systemu edukacji jest szkoła publiczna. To miejsce, w którym dzieci z różnych środowisk mogą nauczyć się współpracować, miejsce, w którym uprzywilejowane dzieci z zamożnych rodzin mogą zaprzyjaźnić się ze swoimi rówieśnikami, które żyją w trudnych warunkach. Niestety, szkoły publiczne cierpią z powodu braku funduszy, ponieważ powstaje coraz więcej konkurencyjnych tak zwanych szkół „czarterowych”. Są to szkoły, w których dzieci pochodzą z tych samych grup społecznych. To smutna sytuacja, ponieważ wspaniała różnorodność szkół publicznych zostaje w ten sposób utracona.

Jak byś porównał rodzicielstwo adopcyjne do rodzicielstwa „naturalnego”?

Moim zdaniem nie ma między nimi wielkiej różnicy. Jednakże w przypadku adopcji zawsze pozostaje w tle kwestia „pochodzenia”, a dziecko może łagodnie (lub nie tak bardzo łagodnie) odczuwać, że czegoś w jego życiu brakuje, ponieważ nie dorasta w kulturze, w której się urodziło. Obaj moi synowie są bardzo świadomi tego, skąd pochodzą — z Rosji i z Ukrainy — i zachęcam ich do aktywnego interesowania się swoimi korzeniami. Poza tymi kulturowymi rozważaniami miałem jednak te same problemy co rodzice dzieci biologicznych: zmienność nastrojów, płacz, konflikty z przyjaciółmi, napady złości, odmowa jedzenia niektórych potraw. Dzieci wyrastają w końcu z tych problemów i miła jest mi świadomość, że większość z nich staje się dobrze funkcjonującymi, przystosowanymi do życia dorosłymi.

Jakie czynniki sprawiły, że zdecydowałeś się na adopcję? Mogłeś doskonale żyć własnym życiem…

To pytanie wywołuje mój uśmiech. Już dawno temu zorientowałem się, że nie ma czegoś takiego jak doskonałe, idealne życie. Nawet kiedy toczył się proces adopcji, nie miałem złudzeń, że moje życie stanie się idealne, kiedy pojawi się w nim dziecko. Jeśli zaś chodzi o to, co sprawiło, że zdecydowałem się na adopcję, myślę, że zawsze wiedziałem, że chcę mieć własną rodzinę. Kiedy miałem dwadzieścia lat, postanowiłem, że jeśli do trzydziestki nie będę w stałym związku z kobietą, to zaadoptuję dziecko. I tak właśnie zrobiłem.

Dlaczego rodzina jest dla ciebie tak ważna? Obecnie wielu osobom pojęcie rodziny wydaje się przestarzałe…

W Stanach Zjednoczonych pojęcie rodziny nie jest przestarzałe. Po prostu się ono zmieniło. Ludzie uważają za część swojej rodziny niektórych przyjaciół, nawet swoje zwierzęta domowe. Coraz większą akceptację zyskują różnorakie struktury rodzinne, takie jak rodzice samotnie wychowujący dzieci, rodzice tej samej płci i oczywiście rodzice adopcyjni, tacy jak ja. Rodzina jest dla mnie ważna, ponieważ tworzy ona więź opartą na dawaniu i otrzymywaniu miłości. Co może być bardziej od tego satysfakcjonujące?

Szeroki wodospad pośród zielonego, skalistego krajobrazu Islandii
Islandzki krajobraz

Część 03

Relacje, książki i miejsca

Wielu z nas ma setki, a nawet tysiące znajomych w mediach społecznościowych. Mimo to często dominuje pogląd, że żyjemy w czasach samotności. Co oznacza dla ciebie przyjaźń?

Media społecznościowe oferują nam fałszywą obietnicę, że przyjaciół łatwo znaleźć, tak łatwo, że można ich zebrać setki lub tysiące, więc staje się to nawet rodzajem rywalizacji. Prawda jest taka, że w ciągu całego życia nie zdobywa się wielu prawdziwych przyjaciół. Dzieje się tak, ponieważ przyjaźń trzeba nieustannie pielęgnować, a to wymaga czasu. Kiedy myślę o swoich najbliższych przyjaciołach, mają oni dwie wspólne cechy: po pierwsze, możemy ze sobą porozmawiać o wszystkim, a po drugie, nie ma rzeczy, o które nie moglibyśmy się wzajemnie poprosić. Pomaganie sobie nawzajem, gdy zachodzi taka potrzeba, jest wręcz zaszczytem.

„Jak adoptowałem Antona” to opowieść, która porusza wiele zagadnień — rodzinę, przyjaźń, relacje międzyludzkie, rodzicielstwo, wychowanie. Wszystko rozgrywa się w USA, w Polsce i na Ukrainie, ukazując życie codzienne ludzi i kulturę tych krajów. Dlaczego twoim zdaniem warto przeczytać „Jak adoptowałem Antona”?

Adopcja nie jest zjawiskiem powszechnym wśród samotnych mężczyzn, zwłaszcza adopcja międzynarodowa, więc „Jak adoptowałem Antona” to dość niespotykana historia. Już choćby z tego powodu myślę, że nawet osoby niezwiązane z adopcją mogą być ciekawe tej książki.

Ludzie na ogół wiedzą mniej o stanie Maine niż o wielu innych stanach USA. Jak byś go opisał? Co charakteryzuje mieszkających tam ludzi?

Maine jest stanem wyjątkowym pod względem geograficznym i kulturowym. Jego krajobraz niejednokrotnie zapiera dech w piersi, jest jednym z najpiękniejszych w Stanach Zjednoczonych. Znajdziemy tu wszystkiego po trochu: długie, skaliste wybrzeże z tysiącami wysp, rozległe lasy, góry, około sześć tysięcy jezior i długie, kręte rzeki. Nie ma dużych miast, jest tu za to wiele małych miasteczek i wsi rybackich. W efekcie cały stan funkcjonuje jak jedno małe miasto, a coś, co dzieje się w jednej części stanu, interesuje zwykle wszystkich w całym stanie Maine. Istnieje tu silne poczucie wspólnoty. Ludzie polegają na sobie nawzajem, aby przetrwać nasze dość długie, zimne, śnieżne zimy.

Ukraina, pomimo swojej geograficznej bliskości i podobieństwa języka, wydaje się wielu Polakom miejscem odległym. Jaki obraz tego kraju i jego mieszkańców pozostał w twojej pamięci?

Podobnie jak w przypadku innych moich podróży, wspominam przede wszystkim życzliwość i hojność tych ludzi na Ukrainie, którzy pomogli mi w adopcji syna. Odwiedziłem Ukrainę przed wojną, ale już nawet wtedy mogłem dostrzec, że był to kraj zmagający się na wiele sposobów ze znalezieniem swojego miejsca na świecie i pełnym wykorzystaniem swoich zasobów i możliwości. W kraju, w którym życie jest trudne, zwykli obywatele Ukrainy witali mnie życzliwie i okazywali mi wielką gościnność, co, jak sądzę, jest powszechnie określane jako „słowiańska serdeczność”.

Część 04

Znaczenie pisania

Co oznacza dla ciebie pisanie?

Pisanie jest dla mnie sposobem, żeby dowiedzieć się, co myślę na jakiś temat. Czasami czuję, że czegoś nie rozumiem, dopóki nie zacznę o tym pisać. Wtedy do głowy przychodzą mi właściwe słowa.

Jakie masz plany pisarskie na przyszłość?

Nadal publikuję teksty w The Christian Science Monitor, wydawanym w Bostonie. Obecnie pracuję też nad powieścią opartą na swoich doświadczeniach ze służby w Marynarce Wojennej Stanów Zjednoczonych.

„Pisanie jest dla mnie sposobem, żeby dowiedzieć się, co myślę na jakiś temat.”
Robert Klose

Od rozmowy do nowej książki

W ostatniej odpowiedzi Robert wspomina powieść opartą na doświadczeniach ze służby w Marynarce Wojennej Stanów Zjednoczonych. Książka została zapowiedziana pod tytułemPeacetime na luty 2027 roku.

Poznaj książki